Ręceprecz odTybetu


Witamy w serwisie ręceprecz odtybetu
RęcePrecz odTybetu » Uciekinierzy

Artykuł



Uciekinierzy

źródło: rower.com
2008-07-11, dodane przez ręceprecz odtybetu
Kategoria: [ Chiny ] [ Przemoc ] [ Incydenty ] [ Społeczeństwo ] [ Zwyczaje ] [ Ludzie, Osobistości ]

 Tachi ma 29 lat. Dwanaście lat temu wraz z grupą przyjaciół zdecydował się uciec z Tybetu. Przez miesiąc błądzili po górach. Śladem tej ucieczki są powyginane odmrożeniami palce, które Tachi stara się ukryć, gdy zapala papierosa. Nie chce za wiele mówić o ucieczce, to było dla niego koszmarne doświadczenie. Jako dziecko przeszedł polio i większość drogi przyjaciele nieśli go na prowizorycznych noszach. Dzisiaj Tachi zastanawia się nad swoją przyszłością. Właśnie ukończył tybetańską szkołę w Dajeerling. Myśli o informatyce, ale kursy są drogie, a on musi jeszcze pomagać pozostawionej w Tybecie rodzinie. Takich jak Tachi spotyka się w Mc Leod Ganj na każdym kroku.
Tylko w ciągu pięciu pierwszych miesięcy tego roku, do Indii przybyło półtora tysiąca nowych uchodźców. Pierwszym ich etapem jest Nepal, gdzie zostają zarejestrowani i udziela im się pomocy. Później odsyłani są do Indii – do Mc Leod Ganj.
Wielki, trzypiętrowy budynek wyłożony prostymi białym kaflami: Centrum Przyjęć Uchodźców. Wielkie sale wypełnione równo ustawionymi pryczami. Niemiłosierny zaduch, dziś rano przybyło 27 osób, głównie młodych chłopców. Na ich ciałach widać ślady długiej wędrówki: obtarcia, owrzodzenia, odmrożenia. Uciekali przez trzy miesiące z odległej prowincji Tybetu, przez dwa tygodnie błądzili po górach.
Jeden z nich to Santha. Był nauczycielem chińskiego, którego obowiązkowo uczą się wszystkie dzieci. Rodziny, które odmawiają, wegetują. Mimo znośnych zarobków nauczyciela, Santha wybrał wolność. „Tybetańczycy w Tybecie są niczym – opowiada. – Nie ma pracy, nie ma rozwoju. Przyjeżdża coraz więcej chińskich osadników, z którymi nie jesteśmy w stanie rywalizować. Proszę, jeśli możesz, przekaż te informacje dalej, żeby świat wiedział o naszym cierpieniu i nie zapomniał o nas”. Oczy Santhy zachodzą łzami. To, czego teraz pragnie, to spotkanie i błogosławieństwo Dalajlamy.
Pomimo lat represji, a może właśnie dlatego, zakazane jest nawet posiadanie zdjęcia Dalajlamy. Z każdego słowa Santhy bije szacunek do przywódcy Tybetańczyków: błogosławieństwo to jedna z pierwszych rzeczy po przybyciu do Mc Leod Ganj. Później uchodźcy zostają wysłani do szkół. Małe dzieci znajdują schronienie w Wiosce Tybetańskich Dzieci, prowadzonej przez siostrę Dalajlamy, starsi uzupełniają braki w edukacji. Wszyscy dostają Kartę Uchodźcy i są „prześwietlani” – rząd indyjski obawia się przenikania chińskich szpiegów.
Po pięciu latach każdy decyduje sam o własnym losie. Nikt nie zatrzymuje ich na siłę. Nawet jeśli ktoś postanowi wracać do Tybetu – choć zapewne czekają go represje. To już ich wybór.

Artur Klimaszewski  z Dharamsali (północne Indie), źródło: tygodnik.com.pl

ręceprecz odtybetu



Szukaj




 

Reklama



2008 Copyright by RęcePrecz odTybetu